reklama
W oczekiwaniu na falę kupujących

Czy zapowiadany kilkunastoprocentowy spadek cen mieszkań w największych miastach kraju zachęci kupujących do szturmowania biur pośrednictwa nieruchomości? Tego w sytuacji, gdy słowo „kryzys” odmieniane jest przez wszystkie przypadki nikt nie jest w stanie stwierdzić. Pewne jest natomiast, że w nadchodzących miesiącach ceny lokali spaść mogą o kilkanaście procent.  Tak przynajmniej twierdzi Polska Agencja Prasowa, przytaczając słowa ekspertów.  Jeden z nich, Katarzyna Siwek z firmy Expander szacuje, że spadek cen może sięgnąć nawet 15 procent w skali roku. Z raportu tej firmy wynika, że najwięcej w styczniu potaniały mieszkania w Opolu (o ponad 12 procent), w Krakowie (ponad 11 procent) i w Sopocie (ponad 10 procent).
Po kilka procent spadały ceny w Szczecinie, Wrocławiu Olsztynie, Katowicach i Gdańsku. Jeszcze dalej idzie w swoich prognozach profesor Jacek Łaszek, doradca kierujący zespołem ds. rynku nieruchomości w Instytucie Ekonomicznym Narodowego Banku Polskiego. Twierdzi on, że spadek cen w skali roku sięgnąć może nawet 20 procent. Cały rynek nieruchomości ma maleć aż do roku 2012, kiedy to nastąpić ma spore odbicie cen.
Będzie to miało związek z umocnieniem naszej waluty i ponownym wzrostem zdolności kredytowych naszego społeczeństwa. Jak zaznaczają eksperci, popyt na mieszkania aż w 80 procentach zależny jest od dostępności atrakcyjnej oferty kredytowej. Dzisiejsza mizeria na rynku nieruchomości spowodowana jest właśnie utrudnieniami w dostępach do tanich pożyczek hipotecznych.
Jest jednak również nadzieja dla chcących zbyć nieruchomość jak i dla całej branży pośredniczącej w kupnie i sprzedaży. Sygnały z rynku mówią bowiem o tym, że wiele osób mocno oszczędza fundusze, aby mieć ich więcej na wkład własny kupowanego mieszkania. Im wyższym wkładem możemy się „pochwalić” przed bankiem, tym chętniej udzielą nam one pożyczki, nawet we frankach szwajcarskich. Wiele więc wskazuje na to, że już niedługo do zakupów ruszy  fala klientów z odłożonym już wkładem na swoje mieszkanie. Innego źródła „pociechy” szuka portal biznes.interia.pl, który nadal wierzy w fundament wolnego rynku, a więc relacje między podażą a popytem. Ogromna większość deweloperów odkłada zaplanowane inwestycje na przyszłość. Niektórzy mają problemy z kredytowaniem swoich przedsięwzięć, inni zwyczajnie chcą przeczekać gorsze czasy. Taka sytuacja powoduje kurczenie się oferty z rynku pierwotnego.
A przecież nie wolno zapominać o ogromnym zapotrzebowaniu na lokale mieszkalne (obecnie szacowane na 1,5 miliona), które w końcu przełamie obawy przed niepewną przyszłością wśród kupujących – twierdzi interia.pl.Tymczasem jednak statystyku Głównego Urzędu Statystycznego mówią zupełnie coś innego.  W styczniu tego roku oddano bowiem do użytku ponad 30 procent mieszkań więcej niż w analogicznym okresie roku 2008. Gdzie tu więc osłabienie podaży?

Komentarze

rozwiń/zwiń wszystkie
HKcpGvxELxHqj - fdnhecxw 05.02.12 15:12
XiLEcoyXDQR - lbhxgh 08.01.12 23:06
reklama
© Copyright by Solutio