Liczba banków, w których otrzymać można atrakcyjną ofertę kredytu we frankach szwajcarskich znacznie spadła. Nie znaczy to jednak, że takich banków nie ma.
- Ciągle można takie znaleźć, ale większość banków wycofała się z udzielania kredytów walutowych w ostatnim kwartale ubiegłego roku (między innymi PKO BP, BGŻ, Multibank, Dombank, Millennium) – komentuje specjalnie dla serwisu homer.pl Ewa Wedel-Maciejczak, Doradca Klienta Fiolet - Powszechny Dom Kredytowy S.A. - Te które się nie wycofały – zaostrzyły radykalnie kryteria udzielania kredytów, np.:
- wymagały ponadprzeciętnych dochodów – zawyżono liczenie zdolności kredytowej
- wymagały dobrej historii kredytowej („pusty” raport z BIK-u był kryterium negatywnym)
- podniosły w znaczący sposób marże, np. z marży około 1-2% przed kryzysem na marżę powyżej 3,5% - co wpłynęło na oprocentowanie i podniesienie oprocentowania
- wydłużyły okres analizy wniosku kredytowego – nawet powyżej dwóch miesięcy, w międzyczasie wprowadzając zmiany procedur i zasad obliczania zdolności kredytowej i odrzucając wnioski złożone wcześniej, przed zmianą procedur.
Na początku roku liczba banków udzielających kredytów we frankach na 100 procent wartości nieruchomości zmalała. Najchętniej robi to Deutsche Bank, Multibank, mBank, Polbank, Eurobank. Trzeba jednak posiadać wysoką zdolność kredytową, a dochód uzyskiwać najlepiej z umowy o pracę. Jeszcze lepiej, gdy mamy wkład własny. Jeśli nie trzeba być przygotowanym do dodatkowe koszty ubezpieczenia kredytu.
Jak wygląda to szczegółowo tłumaczy Ewa Wedel-Maciejczak. – Na przykład w Deutsche Banku – można w CHF dostać do 80% wartości nieruchomości – czyli przy zakupie mieszkania za 300 tysięcy złotych klient musi mieć 60 tysięcy wkładu własnego. Klient dostanie 240 tysięcy kredytu na 30 lat jeśli: rodzina (3 osoby) ma minimum dochód 5000 złotych netto, nie ma żadnych obciążeń kredytowych oraz kart kredytowych i limitów w ROR. Rata - na dzień dzisiejszy, gdy LIBOR 3-miesięczny wynosi zaledwie 0,53%, a procentowanie jest na poziomie 3,33% - wynosiłaby 1322 zł. Wystarczy jednak, że stopa procentowa LIBOR wzrośnie na przykład o 1% (latem 2008 roku wynosił prawie 3%) to ta sama rata wzrośnie do 1493 zł. Marża pozostaje na poziomie 2,8%.
Nieco inaczej sprawa wygląda w Multibanku (grupa BRE Banku, podobnie mBank) – można dostać kredyt na 100% w CHF, ale ta sama 3-osobowa rodzina bez żadnych zobowiązań kredytowych musi mieć dochód na poziomie 7000 złotych netto. Uzyska wtedy kredyt w kwocie 300 tysięcy złotych, ale musi ponieść wszystkie koszty za udzielenie kredytu (prowizja 2,5% i ubezpieczenia) gotówką. Przy tej kwocie kredytu byłyby to koszty rzędu 14.343 złotych (prowizja za udzielenie, ubezpieczenie spłaty rat kredytu, ubezpieczenie brakującego wkładu, ubezpieczenie pomostowe).
Do tych kosztów bankowych każdy klient musi sobie doliczyć inne koszty związane z transakcją (koszty notarialne, podatek od czynności cywilnoprawnych, opłaty sądowe za wpis hipotek) oraz najczęściej również koszty związane pośrednictwem biura nieruchomości. Przy kwocie transakcji 300 tys. byłby to koszt w granicach kolejnych 15 tys. Razem na koszty z kupnem mieszkania za 300 tys. przy 100-procentowym kredycie klient musi wyłożyć z kieszeni około 30 tys.
Na szarym końcu dostępności franka w kredycie jest BGŻ, który oferuje taki kredyt jedynie tym, którzy mają już 45 procent wkładu własnego inwestycji. Malutkim plusem dla kredytobiorców jest to, że banki wycofały się z podwyższania kwoty kredytu o tak zwane koszty okołokredytowe, co było powszechne jeszcze w 2008 roku.
Znacznie łagodniej traktują banki tych, którzy zamierzają wziąć kredyt mieszkaniowy w złotych. Tutaj większość banków udzieli nam pożyczki na 100 wartości nieruchomości i to bez wkładu własnego. Nieliczne, jak Invest Bank czy Raiffeisen chcą więcej niż 20 procent wkładu własnego.