Lofty to słowo, a właściwie idea, która od kilku lat cieszy się popularnością w naszym kraju. Lofty to nic innego, jak zaadoptowane na mieszkalne pomieszczenia fabryczne, budynki przemysłowe, czy nietypowe obiekty, jak choćby młyny. U samego zarania lofty miały raczej na celu zapewnienie jakiegokolwiek schronienia ludziom, których nie było stać na normalne mieszkania, albo po prostu nie chcieli w takich mieszkać.. Początek loftom dały hippisowskie komuny i późniejsze punkowe squoty.
Teraz jednak lofty przeszły do swego plebejsko-anarchistycznego stadium w formę elitarną. Nie ma co kryć, polskie lofty są przynajmniej tak samo kosztowne, jak nowe budynki w dobrych lokalizacjach, a często ich utrzymanie jest znacznie droższe. Jedno pozostało wspólne z tym, co teraz i z tym, co kiedyś. Nadal życie w loftach wybierają ludzie myślący nietuzinkowo – często artyści, dziennikarze, prawnicy, przy czym jednak zwykle są to osoby dobrze zarabiające.Plusem loftów jest wolność kreacji przestrzeni według własnego uznania i potrzeb. Nie trzeba wprowadzać się do nowych osiedli, które w każdym miejscu wyglądają sterylnie i tak samo. W jakim innym miejscu będziemy mieli wysokie na 7 metrów mieszkanie? I to zwykle w pobliżu centrów miast, bo tam przecież dawniej były lokowane fabryki.
Wolność to jedno, ale lista minusów to drugie. Tych jest cała lista. Przede wszystkim bezpieczeństwo. Nikt nie jest w stanie zagwarantować nam, co dokładnie produkowano 100 czy 200 lat temu w tym miejscu, jakich substancji używano, czy były bezpieczne dla zdrowia. Nie chodzi tu nawet o mury czy stropy, ale również o ziemię w najbliższej okolicy. Druga sprawa to kwestia ogrzewania. A właściwie jego ceny, bo zapewnienie ciepła budynkom czy lokalom o ogromnej kubaturze, nawet gdy wcześniej zostały wykonane w nich prace termoizolacyjne (które też, podobnie jak oczyszczenie z chemii – podnoszą cenę takiej inwestycji) jest niezwykle drogie. Sprawa trzecia – często w miastach budynki fabryczne, wojskowe są już wpisane do rejestru zabytków i otoczone opieką konserwatora.
To oznacza, że można zapomnieć choćby o plastikowych oknach (choć osoby z duszą artysty raczej na taką profanację swojego loftu się nie zdecydują). Opieka ta powoduje, że po pierwsze nasza wolność zostaje znacznie ograniczona, a po drugie sprawia, że dokonując remontów czy modernizacji wnętrz zostaniemy zmuszeni do wyboru określonych (zwykle drogich) materiałów budowlanych i technik wykonania. Do tego dochodzi zwykle nieciekawe otoczenie (a więc i widok z okna). Polskie poprzemysłowe dzielnice są niestety zwykle bardzo niebezpieczne i należą do tzw. niechcianych dzielnic.
Mimo tego inwestorzy nadal interesują się takimi lokalizacjami i nawet rosnące koszty adaptacji nie przeszkadzają im w poszukiwaniu zysku z takiej inwestycji. I to nie tylko w „klasycznych” dla polskich loftów miastach jak Łódź. Ale również w Zielonej Górze, Bydgoszczy, czy krakowskiej Nowej Hucie. Z drugiej jednak strony wielu inwestorów rezygnuje z tworzenia loftów, zamieniając je już w fazie projektowej na biurowce, albo rezygnuje z inwestycji – pod naporem problemów – w ogóle.
Komentarze